
Hans Memling, „Sąd ostateczny”, ok. 1470. Źródło internetowe
Za „winowajcę” czy też propagatora teorii apokatastazy (od gr. apokatastasis czyli „ponowne włączenie, odnowienie”) możemy uznać Orygenesa – filozofa, teologa i komentatora Pisma Świętego epoki patrystycznej*. Ten neoplatonik podzielał ponadto pogląd o preegzystencji dusz, czyli wiarę w istnienie duszy człowieka przed jego narodzinami. Czym właściwie jest apokatastaza? Wedle powszechnej nauki Kościoła katolickiego to po prostu herezja (potępiona już podczas Soboru konstantynopolitańskiego II w roku 533). Jak ma się ona do faktycznych, dość przerażających biblijnych opisów wiecznej kary?

Orygenes. Źródło internetowe
Puste piekło
Nazywana przez niektórych ideą pustego piekła, wizja apokatastazy ma swoje źródło w głębokim przekonaniu o miłosiernej naturze Nowotestamentowego Boga. Przeświadczenie, że wszyscy ludzie będą się cieszyć wieczną szczęśliwością w niebie, jest również bliskie człowiekowi jeszcze z innych względów – trudno sobie bowiem wyobrazić, że jedne dusze mogą odczuwać szczęście, podczas gdy inne permanentnie cierpią. Tak, jak w życiu doczesnym ciężko jest radować się w pełni, gdy ktoś nam bliski się smuci, tak – może nawet tym bardziej – niełatwo byłoby egzystować z takim przekonaniem w perspektywie wieczności. Eschatologia chrześcijańska w pewnym wieku popycha więc ludzką myśl w kierunku bardziej pozytywnym, dającym nadzieję na to, że wszyscy spotkamy się w miejscu szczęśliwości. Widać to między innymi u świętego Grzegorza z Nyssy, który wskazuje, że hipoteza „wiecznego powrotu” (innymi słowy powrotu dusz do stanu sprzed upadku poprzez grzech pierworodny), to budująca dla człowieka perspektywa, pełna nadziei na wspólny udział w radości nieba wszystkich ludzi. Obecnie jednak wiemy, że pogląd, iż zbawienie jest bezwzględnym udziałem wszystkich dusz, to teoria zupełnie sprzeczna z katolicką nauką – Kościół rzymski już w VI wieku odrzuca taką doktrynę.

Święty Grzegorz z Nyssy. Źródło internetowe

Sandro Botticelli, „Piekło”, fragment obrazu. Źródło internetowe
Kara, która trzyma w ryzach
Piekło było straszakiem trzymającym ludzkość w ryzach, dającym człowiekowi motywację do życia w uczciwości, sprawiedliwości, pewnej ogładzie i strachu przed popełnianiem złych uczynków. Możemy więc za papieżem Janem Pawłem II zadać pytanie: „Czy piekło nie jest poniekąd ostatnią deską ratunku dla świadomości moralnej człowieka?”** Bo do czego doprowadzić mogłoby przekonanie o bezkarności? Czyż nie jest prawdą, że gdyby człowiek sam sobie nie narzucił reguł, w świecie panowałby nieład i moralny upadek, a uczucie zgorszenia nie byłoby w ogóle odczuwane? Możliwość nagminnego popełniania grzechów, które i tak przecież zostałyby w końcu odpuszczone, mogłaby być w swych skutkach naprawdę zgubna. Po pierwsze, świat nie stałby na silnych etycznych filarach. Po drugie zaś, kłóciłoby się to z nauką Kościoła o grzechach przeciwko Duchowi Świętemu – nie można bowiem grzeszyć, licząc zuchwale na Boże miłosierdzie.
Miłosierdzie moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe***
W encyklice Spe Salvi Benedykt XVI pisze: „Na uczcie wiekuistej złoczyńcy nie zasiądą ostatecznie przy stole obok ofiar, tak jakby nie było między nimi żadnej różnicy”. […]Są ludzie, którzy całkowicie zniszczyli w sobie pragnienie prawdy i gotowość do kochania. Ludzie, w których wszystko stało się kłamstwem; ludzie, którzy żyli w nienawiści i podeptali w sobie miłość. Jest to straszna perspektywa, ale w niektórych postaciach naszej historii można odnaleźć w sposób przerażający postawy tego rodzaju. Takich ludzi już nie można uleczyć, a zniszczenie dobra jest nieodwołalne: to jest to, na co wskazuje słowo piekło”.**** Słowa papieża dobitnie podkreślają samo sedno chrześcijańskiego Credo (inde venturus est iudicare vivos et mortuos*****) i Boskiej sprawiedliwości. Bóg bowiem za dobre wynagradza, a za złe karze. Każdy ludzki uczynek będzie więc prawowicie osądzony (Ad cuius adventum omnes homines resurgere habent cum corporibus suis: eddituri sunt de factis propriis rationem. Et qui bona egerunt, ibunt in vitam aeternam: qui vero mala, in ignem aeternum.******)

Źródło internetowe
Bóg dał ludziom wolną wolę, aby mogli sami wybrać, czy chcą być zbawieni*******
Widzimy więc, że chrześcijańska soteriologia nie może opierać się na tak niepewnych moralnie filarach. W tej perspektywie teoria apokatastazy byłaby wewnętrznie sprzeczna, ergo – kompletnie nielogiczna. Jaki w tym wszystkim sens miałyby żywoty świętych męczenników, którzy za wiarę i niezłomną chęć ratowania grzeszników przed wiecznym potępieniem, byli w stanie cierpieć straszliwe katusze? Weźmy choćby przykłady świętego Wawrzyńca – żywcem przypalanego na żelaznym ruszcie czy świętego Andrzeja Boboli – obdartego ze skóry i torturowanego na przeróżne makabryczne sposoby. Czyż gdyby nie działali w perspektywie wieczności, nie byliby po prostu zwykłymi szaleńcami?
Na koniec pozostaje jeszcze jedno zasadnicze pytanie: co z wolną wolą? Czy idea pustego piekła nie byłaby niejako zaprzeczeniem wolności wyboru? Bo skoro zbawienie byłoby powszechne, to ludzka jednostka nie mogłaby iść zarówno za głosem własnego sumienia, jak i przeciwko niemu. Co zatem zadziałoby się na sądzie ostatecznym? Te pytania do przemyślenia pozostawiam Tobie, Czytelniku.
Tekst: Marta Mieszkowska
* Czyli epoki Ojców Kościoła, dogmatyków.
** Jan Paweł II, Przekroczyć próg nadziei, Lublin 1994, s.141.
*** Faustyna Kowalska, Dzienniczek, 20.
**** Encyklika Spe Salvi Ojca Świętego Benedykta XVI do biskupów, prezbiterów i diakonów, do osób konsekrowanych i do wszystkich świeckich o nadziei chrześcijańskiej.
***** Stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych.
****** Quicumque: wyznanie wiary św. Atanazego. Na Jego przyjście wszyscy ludzie mają powstać w swoich ciałach i zdadzą sprawę z własnych uczynków: ci, którzy dobro czynili, przejdą do życia wiecznego, ci zaś, którzy zło czynili, do ognia wiecznego.
******* Słowa Benedykta XVI wygłoszone w homilii na przedmieściach Rzymu w parafii Fidene.

